Chrystus poucza nas wewnątrz duszy, a czło¬wiek, tylko upomina ,slowami na zewnątrz Ustępuję już i zgadzam się, że kiedy ktoś m usłyszy znane sobie słowa, może poznać, • że mówiący myślał o tych rzeczach, które słowa te oznaczają. Ale czyż można przez to przekonać się również o tym, o co nam właśnie chodzi, mianowicie czy tamten rzekł praw¬dę? Czyż nauczyciele to mają na celu, żeby uczeń po¬znał i zapamiętał ich myśli, a nie same nauki, które — jak im się zdaje — podają mu w słowach? Czy znajdzie się ktoś tak nierozsądnie ciekawy, kto posłałby syna do szkoły po to, aby nauczył się tego, oo myśli nauczyciel? Przeciwnie, gdy ten ostatni wyłoży przy pomocy słów nauki, których zobowiązuje się nauczyć, nawet te, których przedmiotem jest cnota i mądrość, wtedy ucznio¬wie sami rozważają w duchu, czy to, co powiedział, jest prawdą — naturalnie w ten sposób, że wpatrują się, jak potrafią, w ową wewnętrzną prawdę. Wtedy więc uczą się i gdy dojdą do przekonania, że to, co usłyszeli, jest prawdą, głoszą pochwały, nie wiedząc, że chwalą w rów¬nej mierze nauczycieli jak uczniów, i to-pod warunkiem, że ci pierwsi rozumieją to, o czym mówią. Mylą się zaś lu¬dzie nazywając nauczycielami tych, którzy nimi nie są, dlatego, że często słowa i poznanie następują równocze¬śnie. Wewnętrzne poznanie zjawia się natychmiast po usłyszeniu słów wykładu i dlatego sądzą, że nauczyli się czegoś z zewnątrz, od tych, którzy dali podnietę.
| |